Najwyższy czas, aby Formuła 1 była bliżej fanów

Cały motorsport, a Formuła 1 w szczególności, prosperuje dzięki ekskluzywności. Mamy się czuć szczęściarzami, będąc jej częścią. Pewnie właśnie dlatego swego czasu w oficjalnym sklepie F1 można było nabyć podkładki pod mysz za 260 (!) funtów. Wspomniana wyżej ekskluzywność ma nas, kibiców, zwabić do tego wyjątkowego świata. To sport aspiracyjny i tak wygląda jego model biznesowy.

Przez ostatnie parę dekad celem nadrzędnym Berniego Ecclestone'a było podniesienie poziomu ekskluzywności Formuły 1, a jednocześnie zwiększenie zasięgu i dostępu do jej świata. Bernie balansuje na krawędzi, próbując łączyć te dwa założenia - i, jak pokazuje przykład z podkładkami, nie zawsze mu to wychodzi.

Z drugiej jednak strony, wiele rzeczy w F1 zmierza w dobrym kierunku. Prezenterzy zagranicznych stacji telewizyjnych podczas spaceru po prostej startowej mogą "zaczepić" dowolnego kierowcę czy inżyniera - dosłownie na kilka minut przed startem okrążenia rozgrzewkowego! Ciężko byłoby znaleźć inną dyscyplinę sportu, która zapewnia tak nieograniczony dostęp do samego jej serca. Ponadto, wciąż rosnące możliwości przekazów radiowych zmieniły sposób rozumienia F1 przez kibiców.

Może nacisk kładziony na "show" powoduje czasami rozcieńczenie czystej idei tego sportu, ale wszystko to wynika z troski o fanów i szczerych chęci dostarczenia im jak najlepszej rozrywki.

Z tego powodu Formuła 1 nieustannie ewoluuje. Dwa lata temu przebieg ceremonii wręczenia nagród na podium został zmieniony, tak, aby kibice zgromadzeni na torze mieli możliwość wysłuchania komentarzy swoich idoli z pierwszej ręki. Pomimo licznych niezręczności (wynikających głównie z braku obycia ex-kierowców w roli dziennikarza-prezentera) taka forma stanowi ogromną poprawę względem sterylnych, jednostronnych transmisji telewizyjnych i konferencji prasowych.

To właśnie dlatego brak publicznej koronacji nowych Mistrzów Świata jest tak poważnym pominięciem. To niedorzeczne, że cały świat wie kto został Mistrzem, ale tylko garstka "wybrańców" może zobaczyć jak odbiera zdobyte wiele tygodni wcześniej trofeum.

Gdy drużyna piłkarska wygrywa Mundial, lub triumfuje w Lidze Mistrzów UEFA, każdy fan na stadionie czy przed telewizorem może obejrzeć dekorację zwycięzców na kilka minut po ostatnim gwizdku sędziego. Olimpijczyk odbiera złoty medal na oczach całego świata. Dlaczego więc najlepsi pośród konstruktorów i kierowców otrzymują trofea "w ukryciu", podczas gali niedostępnej dla wiernych kibiców, na kilka miesięcy po faktycznym sukcesie?

W tym roku aż tak wielkiego problemu nie było bo Vettel akurat wygrał wyścig, ale w wielu sezonach mistrz w ostatnim wyścigu nie pojawił się na podium. Kibice nawet nie mieli okazji zobaczyć jego reakcji na mecie i pogratulować na podium.

Dla FIA i Formuły 1 nadszedł więc czas, by dojść do siebie. Celebracja zwycięstwa w wykonaniu Vettela była deserem jego sezonu, a my - kibice - nie chcemy gorzkiego rozczarowania. Władze F1 muszą zebrać się w sobie i zorganizować dekorację Mistrzów, która będzie godna tego sportu - bezpośrednio po wyścigu i zapewnieniu sobie ostatecznego zwycięstwa.

Bez wątpienia, istnieją kwestie techniczne, przez które jest to teoretycznie niemożliwe, ponieważ dany kierowca zostaje Mistrzem Świata dopiero z chwilą zakończenia sezonu. Zostawmy jednak trochę miejsca dla pragmatyzmu.

Zresztą nie chodzi tutaj tylko o ten element. Fani F1 to nie tylko Ci którym uda się wybrać na tor i zasiąść na trybunach. Co weekend miliony osób zasiadają przed telewizorami. Naprawdę boli to, że nie ma normalnej opcji obejrzenia sesji w internecie, czy też śledzenia oficjalnych wiadomości na portalach społecznościowych (tą część wykonujemy my...)

Czy F1 i FIA naprawdę nie mogła by zrobić czegoś więcej dla fanów? Dla ludzi dla których faktycznie ten sport istnieje?