Formuła 1 to sport fascynujący ogromną liczbę osób na całym świecie – w 2024 roku oglądało ją w telewizji 1,6 miliarda ludzi. Nic dziwnego, że takie zainteresowanie generuje olbrzymie pieniądze, a F1 w ciągu 70 lat zmieniła się amatorskich rozgrywek w globalny biznes, w którym liczy się jedno: zysk. Caroline Reid i Christian Sylt postanowili przyjrzeć się historii królowej motorsportu pisanej pieniędzmi, tworząc fascynującą, pełną liczb, ciekawostek i zakulisowych historii książkę o biznesowej stronie tej dyscypliny. Rusza przedsprzedaż pozycji „Szybkie pieniądze. Jak tajne umowy, szpiegowskie afery i walka o władzę zmieniły Formułę 1 w globalny biznes”.
Zamów książkę „Szybkie pieniądze” w przedsprzedaży na LaBotiga.pl:
https://bit.ly/fanklub-pieniadzef1
wysyłka jeszcze przed premierą – czytasz jako pierwszy! Atrakcyjne pakiety z kalendarzem fana F1 Mikołaja Sokoła, innymi książkami i gadżetami dla fanów F1 przy zakupie pięciu produktów Wydawnictwa SQN najtańszy kupisz za 1 zł
Fragment książki:
W latach 2018–2023 osiem
zespołów, które publikują swoje sprawozdania finansowe, poniosło łącznie koszty
w wysokości 9,1 miliarda funtów. Pieniądze te – co do grosza – wydawano w celu
odnoszenia zwycięstw na torze. W środowisku F1 krąży taka anegdota, że
najszybszym sposobem, by zostać milionerem w tym sporcie, jest być miliarderem
i kupić zespół. Nie jest to bezpodstawna ironia – we wspomnianym pięcioletnim
okresie łączna strata netto zespołów sięgnęła 40,3 miliona funtów. Została ona
pokryta z kredytów oraz z inwestycji właścicieli.
Teoria głosi, że lepiej jest
wygrywać na torze i generować straty, niż zarabiać na F1, ale zajmować odległe
pozycje. Zwycięstwo w wyścigu podnosi wartość zespołu, a to przyniesie korzyść
właścicielowi, gdy ten postanowi już swój zespół sprzedać. Zwycięskiej ekipie
łatwiej jest również pozyskiwać pieniądze od sponsorów, ponieważ marki chcą być
kojarzone z zespołami odnoszącymi sukcesy. Ich właściciele rzeczywiście mogą w
długim okresie uzyskać zwrot z inwestycji poprzez sprzedaż ekipy, zanim jednak
do tego dojdzie, muszą uciekać się do bardziej abstrakcyjnych sposobów
uzasadniania ponoszonych strat operacyjnych.
Jeżeli właściciel jest osobą
fizyczną prowadzącą własną ekipę, może pobierać z tego tytułu roczne
wynagrodzenie. Jest ono dla zespołu kosztem w ujęciu księgowym, dokładnie tak
samo jak wynagrodzenia wszystkich pracowników. Jeżeli natomiast właścicielem jest
firma sprzedająca własne produkty, jak choćby Mercedes, Ferrari czy Red Bull,
jej korzyścią w okresie ponoszenia strat operacyjnych przez zespół jest
możliwość eksponowania logo na bolidach pokazywanych w telewizji.
Wartość takiej aktywności
wyrażana jest ekwiwalentem reklamowym, czyli ceną, którą firma musiałaby
zapłacić za porównywalny czas reklamy telewizyjnej, przez jaki jej marka jest
pokazywana na samochodach F1.
Ze sprawozdań finansowych
Mercedesa wynika, że w sezonie 2020, gdy Mercedes po raz ostatni sięgnął po
tytuł mistrza świata kierowców, wygenerował dla swoich sponsorów 5,8 miliarda
dolarów ekwiwalentu reklamowego. Według obliczeń Interbrand koncern Mercedes-Benz
podaje w swoich sprawozdaniach finansowych, że wartość tej marki wzrosła w
latach 2013–2020 z 31,9 miliarda dolarów do 49,3 miliarda dolarów. Interbrand
dodaje, że Formuła 1 znacząco się przyczynia do tego, że Mercedes-Benz zajmuje
w rankingu najbardziej wartościowych marek świata ósme miejsce.
Sponsorów w F1 od sponsorów w
innych dziedzinach sportu odróżnia pewien istotny element. Firma, której nazwa
lub logo pojawią się na koszulkach piłkarzy, nie może zwiększyć szans tych
piłkarzy na strzelenie gola, natomiast w F1 sponsor może dostarczyć zespołowi
najnowocześniejsze produkty lub rozwiązania, które okażą się źródłem przewagi
dającej zwycięstwo. Sponsorzy olejowi, silnikowi i oponiarscy mają bezpośredni
wpływ na wyniki sportowe zespołu, natomiast wpływ innych podmiotów
wspierających ekipy finansowo jest już bardziej subtelny.
(…)
Historia Formuły 1 jako projektu
biznesowego nierozerwalnie wiąże się z losami jednej osoby, która uczyniła F1
taką, jaką znamy ją dzisiaj. Bernie Ecclestone dorastał w szarej rzeczywistości
międzywojnia w Wielkiej Brytanii, zdołał jednak wykorzystać kompetencje nabyte
na ulicach, by ze sprzedawcy używanych samochodów stać się szefem Formuły 1. To
dzięki niemu zamieniła się ona z amatorskiej rozrywki w najchętniej oglądaną
dyscyplinę sportu na świecie. Co ciekawe, w swej istocie nadal jest to ta sama
firma, którą Ecclestone założył ponad 40 lat temu. Oznacza to, że można
dokładnie prześledzić jej zawiłe losy i sporządzić plan najważniejszych umów i
transakcji, dzięki którym branża związana z F1 wygenerowała w 2024 roku
przychody na poziomie 3,4 miliarda dolarów, a jej wartość rynkowa jest
szacowana na ponad 20 miliardów dolarów. Oczywiście zadecydowały o tym nie
tylko podwaliny położone przez Ecclestone’a.
W 1981 roku Ecclestone, szefowie
zespołów oraz ich prawnik, Max Mosley, podjęli zbiorową decyzję, zgodnie z
którą prawa do Formuły 1 należały do światowego organu kontrolującego
motorsport, czyli Fédération Internationale de l’Automobile (FIA). Jest to organizacja
z siedzibą w Paryżu, złożona z automobilklubów i klubów motorsportowych z
całego świata. Mosley był najbliższym powiernikiem Ecclestone’a, a w 1993 roku
stał się również jego największym sojusznikiem, gdy po dramatycznym przewrocie
objął stanowisko prezesa FIA. W 1995 roku, na mocy tajnej umowy, Mosley zdołał
przekazać prawa do F1 firmie należącej do Ecclestone’a i tym samym otworzyć mu
drzwi do świata miliarderów.
Od tamtej pory Formuła 1 była
budowana i kształtowana w taki sposób, aby od miliardów dolarów generowanego
przez nią zysku płacić jak najmniejsze podatki. F1 może robić wrażenie typowej
dyscypliny sportu, jednak dla swoich właścicieli jest przede wszystkim
wysokooktanowym wehikułem finansowym, którego celem jest unikanie opodatkowania
– co więcej, wszystko tu jest w pełni zgodne z prawem. Podjęte działania, które
to umożliwiły, nie zostały ujawnione – do teraz.
Sir Frank Williams, nieżyjący już szef zespołu Williams, powiedział kiedyś, że F1 przez jakieś 20 weekendów w roku to sport, a poza tym to czysty biznes. Na kartach tej książki wykażemy, że absolutnie nie przesadzał.
O książce:
Historia F1 pisana dolarami.
Formuła 1 to nie tylko najszybsze
samochody świata. To także twarda gra o miliardy dolarów, w której każdy błąd
kosztuje fortunę. Ta książka zabierze cię tam, gdzie nie docierają kamery
telewizyjne. Przeczytasz o kulisach świata, w którym kierownica bolidu jest
warta 75 tysięcy dolarów, budowa toru może kosztować 400 milionów dolarów, a
zysk jest jedyną miarą sukcesu.
Poznaj Berniego Ecclestone’a,
legendę F1, który zmienił ten sport z amatorskich wyścigów w globalne
imperium. Odkryj największe skandale – od tajnych spotkań w hotelowych lobby po
rekordowe kary finansowe i walki o władzę, które zmieniały losy królowej
motorsportu. Przenieś się do początków, gdy o milionowych kontraktach decydował
uścisk dłoni, a legendy pokroju Enzo Ferrariego walczyły o duszę tego sportu.
Wejdź do padoku. Poczuj te
emocje. Zobacz, jak rodziła się historia, którą dziś śledzą miliony. To
opowieść o blichtrze Monako, ale i o mrocznych interesach na tyłach garaży. Poczuj
zapach spalonej gumy, luksusowych perfum i… wielkich pieniędzy. Zrozum, ile
kosztuje zwycięstwo i dlaczego zespoły wydają setki milionów rocznie, by zyskać
na torze ułamki sekund.
Książkę znajdziecie na: https://bit.ly/fanklub-pieniadzef1


