Niepowstrzymany Hamilton i rozważania o przyszłości...

Lewis Hamilton... pamiętacie tego kierowcę na początku swojej kariery w Królowej Motorsportu? Wydaje mi się, że tak. Zawodnik o nieprzeciętnych możliwościach, ale na początku swojej kariery bądź co bądź niedojrzały. Czy to się zmieniło? Moim zdaniem tak...

To właśnie on wszedł do F1 przebojem, a było to w roku 2007. W swoim pierwszym starcie za kierownicą bolidu McLaren`a zajął trzecie miejsce zaskakując wszystkich. W pierwszym sezonie wygrał swój pierwszy wyścig w Formule 1 i w pierwszym sezonie... otarł się o tytuł Mistrza Świata. Ostatecznie zakończył sezon na drugim miejscu, zostając Wicemistrzem.

Spełnił swoje wielkie marzenie rok później i nie można powiedzieć, że był to łatwo wywalczony tytuł Mistrza Świata. Wszystko rozstrzygnęło się w ostatniej rundzie w kalendarzu, czyli GP Brazylii. Do samego końca nie było wiadomo kto zostanie zwycięzcą w klasyfikacji generalnej. Nikt do końca nie wiedział, czy będzie to Lewis Hamilton, czy może Felipe Massa. Ostatecznie Brazylijczyk wygrał wyścig, jednak na ostatnich metrach McLaren prowadzony przez Hamiltona wyprzedził o ile dobrze pamiętam Timo Glock`a, w zakręcie oznaczonym numerem 12. Takim sposobem Brytyjczyk zapewnił sobie jak dotąd jeden tytuł. Czy ma szansę na kolejny? Wydaje się, że tak, ale nie mówmy hop.

Za nami Grand Prix Chin, czyli czwarty wyścig w sezonie 2014. Do końca sezonu więc zostało jeszcze kilkanaście rund. Nie można dzielić więc skóry na niedźwiedziu, ale można dokonywać już pewnych przemyśleń. Właśnie tego typu przemyślenia postaram się przedstawić w tym artykule. Pamiętajcie - moja ocena jest subiektywna.

Przed Formułą 1 stoi otworem Europa, zaczniemy od GP Hiszpanii i po drodze zboczymy z kursu, aby pokazać się w Kanadzie - miejscu bardzo dobrze pamiętanym przez Roberta Kubicę, przez polskich kibiców, ale również przez Lewisa Hamiltona, który w roku 2008 na wyjeździe z Pit-Lane uderzył w bolid Ferrari Kimiego Raikkonen`a kończąc wyścig obu zawodników.

GP Hiszpanii... nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ale od początku kariery w F1 Lewis Hamilton jeszcze ani razu nie zwyciężył na torze Circuit de Catalunya pod Barceloną. Tor ten jest znany wszystkim kibicom, fanom Królowej Motorsportu, ale nie tylko. W przeszłości bardzo często zespoły testowały w tym miejscu. Trudno się dziwić, mamy tu ciekawą kombinację. Są tu zarówno wolne zakręty, jak i szybsze partie. Trzeci sektor został "przebudowany", o ile tak w ogóle można powiedzieć względem tamtych lat, gdy testowano. Nitka toru została zmieniona, choć stary układ nadal jest dostępny - jednak nie podczas wyścigów F1.

Wracając do kwestii tego, że kierowca z numerem 44 nie wygrał nigdy tej rundy - może czas to zmienić? Myślę, że jest to w zasięgu ręki, nie w sferze marzeń. Przynajmniej na tą chwilę. Przerwa, którą teraz właśnie mamy będzie wynosiła trzy tygodnie. Przerwy te mają to do siebie, że zespoły chcą przez ten okres czasu wprowadzić jak najwięcej zmian do swoich konstrukcji na ten rok, aby stać się bardziej konkurencyjnymi. Jedni stracą, drudzy zyskają. Nikt nie śpi, dlatego też Mercedes GP musi mieć się na baczności i musi również podjąć pracę.

Red Bull Racing czyha na potyczkę zespołu z Brackley, podobnie jak Scuderia Ferrari z nowym szefem na czele. Nie zapominajmy oczywiście o McLarenie, czy Williamsie. Każdy chce walczyć o punkty, każdy chce pokazać się z jak najlepszej strony. Największą bolączką RBR jest... tak, silnik. Oczywiście Niki Lauda mówi, że 80 koni mechanicznych różnicy to bzdura, ale powiedzmy sobie szczerze - co mógł powiedzieć innego? Po pierwsze nie wypada (chociaż Niki nie zawsze robi to, co wypada zrobić), po drugie lepiej powiedzieć, że zwycięstwa to nie tylko zasługa silnika. Tak też jest oczywiście, ale jaki by to wszystko miało wtedy wydźwięk? No właśnie.
Ferrari również zmaga się z problemami. O ile jeśli chodzi o silniki Renault mówi się o problemach z brakującą mocą, o tyle Ferrari zmaga się z wagą silnika i nadal, choć już mniej - z oszczędnością ich jednostek napędowych.

Wydaje się więc, że w najlepszej sytuacji do walki z Mercedesami są ekipy korzystające właśnie z silników Mercedesa. McLaren może jeszcze pokazać rogi i powalczyć o czołowe miejsca. Wierzę również w Williams`a, czy Force India, jednak oni na zwycięstwa mają mniejsze szanse. Ich forma jak do tej pory jest zmienna, niestabilna. Oczywiście bardzo chciałbym się mylić i zobaczyć wyżej wymienione ekipy walczące w czołówce.

Wracając do Lewisa - jego największym bądź co bądź rywalem będzie Nico Rosberg. Niemiec jest świetnym kierowcą, świetnie wykonuje swoje zadania, należy go za to jak najbardziej pochwalić, zasługuje na to. Co prawda według mnie nie jest tak szybki jak Lewis, nie ma takiej fantazji i ma momenty zawahania, częściej niż inni. Nie zmienia to faktu, że będzie to piekielnie ciężki przeciwnik. Przedsmak walki w kolejnych rundach poznaliśmy podczas GP Bahrajnu.

Do czego zmierzam? Brytyjczyk ma wielkie, żeby nie powiedzieć ogromne szanse na zdobycie drugiego w swojej karierze tytułu Mistrza Świata. Nie będzie to łatwe, a przed nami jeszcze wiele rund. Różne tory, różne specyfikacje, praca do końca sezonu - tak samo kierowców jak i zespołów. Pomimo tego, że jest tyle niewiadomych stawiam na Lewisa. Wierzę, że ten kierowca pokaże jeszcze nie raz w tym sezonie (i nie tylko) klasę, pokaże jak się jeździ, pokaże wielką pracę ze swojej strony i dojrzałość, której brakowało w poprzednich latach.

Jak będzie? To pokaże czas, to pokażą zespoły, kierowcy. Za to właśnie kochamy Formułę 1. Za tą nieprzewidywalność, za dominację zespołu, który walczy, aby się utrzymać, a inni brną, walczą również, aby zatrzymać ten właśnie zespół, tego kierowcę lub tych kierowców. Mógłbym wypisywać nadal za co ją kochamy, ale po co... każdy z nas wie za co kocha Królową, każdy z nas dopowie sobie to, co ma dopowiedzieć.