Stałe numery w Formule 1?

Wczoraj Autosport podał, że zespoły F1 chcą by ich zawodnicy mieli stałe numery na bolidach w trakcie swojej kariery. Podobnie jak ma to miejsce przykładowo w MotoGP. Rozmowy na ten temat będą prowadzone na spotkaniu już 9 grudnia.

Powód? Głównie marketingowy, fani kierowców nie musieliby tak często zmieniać czapeczek z numerem swoich ulubionych kierowców. Wybrany numer szybko byłby kojarzony z danym kierowcą jak np. słynny #46 w MotoGP u Rossiego.

Oczywiście mistrz świata mógłby jeździć z numerem jeden. Tutaj wybór należałby do niego.

Taka zmiana pociągnęłaby za sobą pewnie jakieś modyfikacje w regulaminie. Obecnie, jest tam zapis, że jeśli kierowcy nie biorą udziału w którejś części sesji kwalifikacyjnej to o ich pozycji startowej decyduje numer.

Moim zdaniem jest to ciekawa propozycja, o ile numery na bolidach znowu będą widoczne jak dobrych kilkanaście sezonów temu. Problemem jest tu tylko zgoda zespołów. Dla nich ważniejsze od numeru jest miejsca na reklamy sponsorów.

Kiedyś po numerze szybko można było kierowcę odróżnić. Teraz w czasach, gdy Vettel potrafi kask zmienić 3 razy w trakcie jednego weekendu rozpoznawanie po jego barwach jest dużo trudniejsze.


W Formule 1 od lat siedemdziesiątych do 1995 roku zespoły miały swoje stałe numery. Tylko mistrz zmieniał swój na jedynkę. Mieliśmy wtedy tradycyjne numery np. 3/4 (Tyrrell), 7/8 (McLaren), 11/12 (Lotus), 25/26 (Ligier) i 27/28 (Ferrari). Włosi wybrali 27 po tym jak Giles Villeneuve korzystał z tego numeru.

Z numerów 27-28 korzystali w latach 1981-1995 poza jednym wyjątkiem. W 1989 roku Alain Prost, jako mistrz świata z poprzedniego sezonu przeszedł do Ferrari i oczywiście wybrał numer 1 na swoim bolidzie. McLaren w tamtym sezonie przejął numery Włochów i Senna mógł startować z 27 Villeneuve‘a.

Kolejnym ciekawym numerem w F1 jest zero. Damon Hill jeździł z tym numerem w sezonie 1993 i 1994. Najpierw po sezonie 1992 z Williamsa odszedł Nigel Mansell, a rok później Alain Prost. Zdobywając tytuły i opuszczając Formułę 1 nikt nie mógł startować z jedynką.


Wcześniej w F1 zespoły i kierowcy korzystali z różnych numerów nawet z wyścigu na wyścig. Najwyższy numer w Formule 1 to 136 z GP Niemiec 1952 (Rudolf Kraus)

Od sezonu 1996 numery są przyznawane według klasyfikacji konstruktorów z poprzedniego sezonu. Tak, więc historyczny numer 27 nie był obecny w F1 od czasu, gdy Alesi startował w GP Australii w sezonie 1995. Nie ma też numeru 13, ale to już inna historia

Co o tym myślicie? Powinniśmy mieć lepiej widoczne numery na bolidach? Moim zdaniem powrót do tradycji, to coś czego czasami mi brakuje mi w weekendach z F1