Średniaki w liczbach - podsumowanie sezonu 2013

W marcu tego roku nasze ogólne przewidywania co do nadchodzącego sezonu były dość oczywiste. Pięć najsilniejszych zespołów stoczy walkę o tytuł Mistrza Świata Konstruktorów, podczas gdy Caterham, z Marussią do pary, postarają się nie przeszkadzać. A co ze środkiem stawki? Zastanawialiście się jak Force India, Sauber, Toro Rosso i Williams spiszą się w ostatnim sezonie z silnikami V8? Z końcem listopada znamy już wszystkie odpowiedzi.

Force India

Po rocznej nieobecności do zespołu powrócił Adrian Sutil, który wraz z Paulem di Restą miał stanowić sprawdzoną i solidną kombinację za sterami VJM06. I rzeczywiście, już od samego początku obaj kierowcy pokazali się z jak najlepszej strony. Adrian w swoim pierwszym od kilkunastu miesięcy wyścigu przekroczył linię mety w czołowej dziesiątce, a w Bahrajnie di Resta do ostatnich metrów gonił Grosjeana i miejsce na podium. Nawet kuriozalna sytuacja z nakrętkami w Malezji nie mogła popsuć humoru Vijaya Mallyi - forma jego zespołu przed europejską częścią sezonu pozwalała liczyć na wiele.

Na Starym Kontynencie Sutil nie popisał się niczym szczególnym, może z wyjątkiem 5. lokaty wywalczonej na ulicach Monte Carlo. Z kolei jego brytyjski partner w trzech wyścigach z rzędu musiał startować daleko z tyłu. W Monako i Kanadzie Paul odpadł już w pierwszej części czasówki, a w Wielkiej Brytanii został zdyskwalifikowany za niedowagę samochodu. Za każdym razem zdołał jednak dojechać do mety "w punktach". W Montrealu do granic możliwości wykorzystał strategię jednego pit stopu i zajął niesamowite 7. miejsce. Jak dotąd, zgodnie z zasadą "grosz do grosza", obaj kierowcy sumiennie dopisywali w tabeli kolejne oczka, tym samym budując przewagę Force India nad innymi zespołami środka stawki.

Jak na ironię, momentem przełomowym dla ekipy z Silverstone okazało się ich drugie domowe Grand Prix. Eksplodujące tu i ówdzie Pirelli zmusiły dostawcę opon do wprowadzenia kevlarowych oplotów z sezonu 2012 już od kolejnego wyścigu na Nürburgringu, a całkowicie nowe mieszanki gum zaczęły być dostarczane wraz z początkiem weekendu na Węgrzech. Ostatnie dwa wyścigi przed wakacjami nie zwiastowały niczego dobrego. W Niemczech miała miejsce pierwsza tego typu sytuacja - dwaj kierowcy Force India dojechali do mety, ale nie zdobyli punktów. Na Hungaroringu ekipa przedwcześnie rozpoczęła letnią przerwę - w obu bolidach wystąpiły poważne problemy z hydrauliką i kierowcy nie mogli kontynuować jazdy. Mimo wszystko, po dziesięciu Grand Prix inżynierowie Force India trzymali głowy wysoko w górze. Górowanie nad McLarenem w klasyfikacji konstruktorów nie zdarza się codziennie...

Z kolei w pojedynku wewnątrz zespołu nieznacznie lepiej wypadł Paul di Resta. Co prawda w kwalifikacjach obaj kierowcy byli szybsi od partnera po pięć razy, ale już w wyścigach Brytyjczyk częściej dojeżdżał do mety przed Niemcem. Obaj zaliczyli też po dwa nieukończone wyścigi wynikające z czynników od nich niezależnych, a dodatkowo Adrian miał kolizję w Chinach. Ostatecznie w klasyfikacji punktowej di Resta prowadził 36:23.

Paul raczej nie spodziewał się, że pierwsze cztery wyścigi po wakacjach będzie mógł podsumować w zaledwie czterech słowach: wypadek, wypadek, wypadek i wypadek. Jak wygląda flaga w biało-czarną szachownicę przypomniał sobie dopiero na Suzuce, a na kolejne punkty przyszło mu czekać aż do ostatniego weekendu października. Chciałoby się napisać, że w tym czasie jego zespołowy partner nie próżnował, jednak rzeczywistość wyglądała inaczej. W drugiej połowie sezonu zespół był cieniem samego siebie i tylko przyzwoite wyścigi w Indiach i Abu Zabi pozwoliły utrzymać przewagę nad łapiącym wiatr w żagle Sauberem. Obaj zawodnicy Force India mieli na koncie aż po 6 nieukończonych GP, dwa razy udało im się zgarnąć niechlubny dublet. Ostatecznie zakończyli zmagania z 77 oczkami (48:29 dla di Resty). O przyczynach spadku formy można już tylko gdybać. Zapewne nie leżały im opony w nowej specyfikacji, a może skupili się na rozwoju przyszłorocznej konstrukcji? Pewnie jedno i drugie oraz domieszka nieszczęśliwych zbiegów okoliczności. Mimo wszystko, wiemy już teraz, że z Force India nie wolno spuszczać oka w kolejnych latach. Kwestią czasu pozostaje ich kolejna wizyta na podium i stanie się to raczej prędzej niż później.

Sauber

Tutaj sytuacja miała się dokładnie odwrotnie. Inauguracyjne Grand Prix Australii to prawdziwy koszmar dla rozpoczynającego swoją przygodę w ekipie Saubera Nico Hulkenberga. Młody Niemiec nie mógł w niej wystartować z powodu awarii pompy paliwa... Do półmetka sezonu zdobył tylko 7 punktów, a kiepski C32 z pewnością nie ułatwiał mu zadania. Zważywszy na osiągi samochodu jakim dysponował, trzeba docenić, że aż trzykrotnie udało mu się zakwalifikować do Q3. Biorąc pod uwagę wyniki z kwalifikacji nie dziwi fakt, że z debiutującym w F1 Estebanem Gutierrezem wygrał w stosunku 10:0. Tymczasem młodziutki Meksykanin nie miał łatwego zadania w wyjątkowo słabym bolidzie i przed wakacjami nie udało mu się zdobyć pierwszych punktów.

Szczęście, które opuściło "biednego" Vijaya i jego ekipę, trafiło prosto do Hinwill. Zaczęło się pomalutku i stopniowo. Na Spa nic nie zapowiadało rychłej poprawy, ale już we Włoszech Nico do wyścigu ustawił się w drugiej linii i w niedzielne popołudnie dopisał zespołowi więcej punktów, niż był w stanie zdobyć w całej pierwszej części sezonu. Na sztucznie oświetlonym Marina Bay najmłodszy w stawce Esteban pierwszy raz w karierze dotarł do finałowej części czasówki. W kolejnej GP ta sztuka udała się obu kierowcom, a popularny Hulk zajął w Korei najwyższą w sezonie, czwartą pozycję. Na legendarnej Suzuce zapunktowali obaj, dając zespołowi konkretne 14 oczek. Gdy Sutil z di Restą owocnie pracowali na Buddh i Yas Marina, Saubera dopadł niewielki kryzys. Jednak solidna postawa niezawodnego Hulkenberga w dwóch kończących sezon wyścigach potwierdziła wysoki status zespołu. Koniec końców zakończyli zmagania z 20-punktową stratą do szóstej w generalce ekipy. Mallya odetchnął z ulgą.
Pościg się nie powiódł, ale warto odnotować, że po letniej przerwie Sauber uzbierał aż 50 oczek, o 32 więcej niż Force India. Kluczową rolę odegrał tu "Niesamowity Hulk", który po wakacjach zdobył więcej punktów niż wszystkich SIEDMIU kierowców środka stawki razem wziętych. W klasyfikacji kierowców wyprzedził nawet, jeżdżącego w teoretycznie lepszym McLarenie, Serio Pereza. I jeszcze jedna statystyka - w 2013 dorobek punktowy Nico stanowił niemal jedną trzecią wszystkich punktów Force India, Saubera, Toro Rosso i Williamsa. Wschodząca gwiazda przyszłości? Co do tego dziś już chyba nikt nie ma wątpliwości.

Toro Rosso

Druga ekipa Red Bulla postawiła na znany z poprzedniego sezonu duet Ricciardo-Vergne. Pan Szara Eminencja doktor Helmut Marko dał obu kierowcom kolejne 12 miesięcy na udowodnienie, że to właśnie jeden z nich zasługuje na fotel w Infiniti RBR. Ciśnienie w garażu zespołu na pewno podskoczyło o ładnych parę stopni po pamiętnej aferze Multi-21, kiedy to przyszłość Marka Webbera stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Nie zapominajmy, że spekulowano o możliwości jego odejścia jeszcze w trakcie sezonu...

Dobrze wiemy, że funkcjonowanie Scuderii Toro Rosso opiera się na nieco innej filozofii. Oczywiście, kierowcy walczą o punkty dla siebie i zespołu, ale swoją jazdą pracują na własne nazwisko. Szczególnie widoczne było to w 2013, gdy Daniel i Jean-Eric stanęli przed realną szansą osiągnięcia wymarzonego celu - miejsca u boku Sebastiana Vettela.

W pierwszej połowie sezonu Australijczyk pokazał swoją naturalną szybkość, w czasówkach wygrywając z zespołowym partnerem stosunkiem 7:3. Jednak to Jean-Eric Vergne okazał się skuteczniejszy w niedzielne popołudnia. Pomimo aż czterech nieukończonych wyścigów rozpoczynając wakacje miał na koncie nieznacznie więcej punktów (13:11).

Trzynastka dla Francuza okazała się pechowa. Swoje ostatnie punkty w sezonie 2013 Vergne zdobył... na początku czerwca w Montrealu. Po letniej przerwie Jean-Eric jakby stracił wiarę we własne możliwości i oddał pola zespołowemu koledze.

Ricciardo wykorzystał swoją szansę. Niewielki acz cenny dorobek punktowy pozwolił wyprzedzić Vergne'a w klasyfikacji generalnej. Daniel w 19 Grand Prix aż dziewięć razy awansował do Q3. Świetna postawa w kwalifikacjach dała szefom Red Bulla podstawy aby wierzyć, że młody Australijczyk sprawdzi się w prawdopodobnie bardzo konkurencyjnym RB10.

Williams

Granatowo-białe bolidy podczas wyścigowych weekendów z reguły znajdowały się na czele... sześcioosobowej ekipy w ogonie stawki. Gdyby nie kary innych kierowców, przed startem wyścigu Valtteri i Pastor mogliby w ciemno parkować swoje bolidy w dziewiątym rzędzie - tuż przed kwartetem Caterham-Marussia. Wyścigi wyglądały tylko nieznacznie lepiej: w Bahrajnie i Wielkiej Brytanii Maldonado otarł się o punkty, Bottas był równie blisko na Sepang. Fin wykazał się jeszcze niesamowitą jazdą w "mokrych" kwalifikacjach na ulicach Montrealu - szybsi byli tylko Vettel i Hamilton - ale w wyścigu Valtteri nie miał szans na utrzymanie wyniku.

Przełamanie nadeszło tuż przed półmetkiem. Na Hungaroringu Pastor Maldonado rzutem na taśmę wywalczył jeden jedyny punkt. Cóż z tego, skoro kolejna część sezonu nie przyniosła żadnych zmian. Postawa Wenezuelczyka w końcówce sezonu, a szczególnie jego zachowanie poza torem, chyba nie wymaga komentarza. Ciekawe jak Pastor dogada się z ludźmi z Enstone... Całe szczęście, że w Austin Valtteri Bottas zdołał jeszcze awansować do Q3 i swoją wysoką pozycję startową zamienił na 4 pierwsze punkty F1.

Fundamentalne zmiany w przepisach na kolejny sezon i obiecująca para potwierdzonych już kierowców pozwalają z ostrożnym optymizmem spoglądać w przyszłość. Skoro Williams spadł na dno, to chyba najwyższy czas się od niego odbić?