Recenzja filmu Rush

Wczoraj w końcu udało mi się wyrwać do kina na najnowszy film Rona Howarda - "Rush". Polski tytuł to "Wyścig" (może nie warto komentować naszego "tłumaczenia") Pomijając już sam tytuł film jest naprawdę wart uwagi każdego fana i będę was na pewno zachęcał do odwiedzenia kina, a sam już czekam na wydanie blu-ray

Zacznę więc od samego trailera. Przeważnie jest tak, że w trailerze mamy wszystko, a potem w filmie nie wiele więcej. Tutaj nie ma takiej sytuacji, film daje dużo, dużo więcej. Wielu fanów Formuły 1 po tym co zobaczyli w zapowiedzi myślało, że scenarzyści z filmu, który miał być oparty na faktach zrobili historyjkę bardzo spłyconą. W trailerze widzimy Jamesa Hunta, który nagle się pyta kto to jest Nicki Lauda. Wygląda to tak jakby nie znał już aktualnego wtedy mistrza świata F1. W kinie okazuje się, że historia jest jak bardziej rozwinięta i nawet osoba kompletnie nie zainteresowana wyścigami będzie wiedziała o co chodzi.

Formuła 1 aktualnie nie jest najpopularniejszym sportem w Polsce. Z tego też powodu w kinie tłumów nie widziałem, ale pewnie część osób nie wybrało się na seans, bo pewnie jest to film o "jeżdżeniu w kółko". Oczywiście tak nie jest, co wytłumaczę wam w prosty sposób - Zainteresowała się nim moja żona, która za wyścigami nie przepada. (Jest natomiast wątek miłosny, więc wszyscy z kina wychodzą zadowoleni)

Teoretycznie film w bardzo prosty sposób ukazuje dwie główne postacie Hunta i Laudy. Ten pierwszy to żyjący chwilą ryzykant i łamacz serc. Ten drugi to chłodny, aspołeczny typ, który ma jeden cel zdobyć jak najwięcej pieniędzy. Łączy ich jedno są zabójczo szybcy. W tym momencie pojawia się najlepszy aspekt tego filmu. Nie ma podziału na złego i dobrego, a może i jest tyle, że to my możemy zadecydować który z nich jest bliższy naszym przekonaniom.

Sceny samych wyścigów są dobrze ukazane, choć momentami za krótkie. Trudno jednak upchnąć cały sezon 1976 w dwie godziny. Emocji w każdym razie jest dużo i po wyjściu z kina od razu chciało by się skoczyć na tor ;-) Jedyna rzecz, która mi tu nie pasowała to jedna scena w trakcie filmu się powtarza po starcie widać jak ten sam ostatni zawodnik wpada w taki sam poślizg. Zweryfikuję to dopiero jak film obejrzę drugi raz.

Chris Hemsworth i Daniel Bruhl idealnie wpasowali się w swoje role. Szczególnie ten drugi z swoim akcentem i wyglądem perfekcyjnie odtwarzał Nickiego Laudę. Jako postacie są wiarygodni i nie ma się do czego przyczepić.

Rush daje nam też dużą dozę humoru. Sceny pomiędzy Huntem, a Laudą nie raz wywołają u was uśmiech na twarzy.  Dźwięk w filmie został idealnie dopracowany i odgłosy silników są jak najbardziej realistyczne. Wypadki również są dobrze odwzorowane, chociaż tutaj powiedzmy, że mogło być troszkę lepiej.

Sama historia? Sezon 1976 idealnie pasuje do tej ekranizacji. Emocje od początku do samego końca z tragicznym wypadkiem w środku. Gdyby ktoś miał sam napisać scenariusz do tego filmu od zera, było by to trudne zadanie. Nie będę wnikał tutaj w szczegóły historii by nie zdarzać fabuły ;-)

Jeśli chcecie poczytać co działo się po wydarzeniach z Rush możecie kliknąć tutaj.

Podsumowując film na pewno może być lepiej oceniany przez osoby postronne niż fanatyków Formuły 1, ale tak naprawdę nie ma w tym nic złego. Może i lepiej, że Rush w końcu pokazał, iż można zrobić dobry film o wyścigach i nie musi to być kolejna część Szybkich i Wściekłych.