To może być ostatnie Grand Prix Indii

Ostatnio na stronie pokazywałem wam zdjęcia toru w Walencji. Niektórzy w komentarzach pisali, że to wcale nie oznacza, że wyścigu tam już nie będzie. Jak jednak donosi hiszpańska Marca  Eccelostone zgodził się rozwiązać umowę z Walencją tak by właściciele toru nie musieli płacić wielkiego odszkodowania.

Co skłoniło Berniego do takiego zachowania? Przecież dla niego liczą się tylko pieniądze. Otóż w zamian przejmie on wyposażenie toru i ... wyśle do New Jersey. Widać tutaj wielkie naciski na to by przyszłoroczne drugie Grand Prix w USA miało miejsce.

Wracając jednak do Indii. Już wszyscy wiemy, że w przyszłym roku tor Buddh nie znajduje się w kalendarzu F1. Planowany jest teoretycznie powrót na sezon 2015, ale jeszcze nic nie jest sfinalizowane. Karun Chandhok, powiedział: "Jeśli nie wróci w 2015 to możliwe, że już nigdy nie wróci"

GP Indii swoje początki miało już w 1999. Wtedy to odbyły się pierwsze spotkania z potencjalnymi sponsorami i organizatorami. W sezonie 2011 po raz pierwszy odbył się tam wyścig, chociaż tor był wykańczany, malowany do ostatnich godzin przed rozpoczęciem ścigania.

Z tego co się dowiedziałem wcześniej rząd zwolnił z podatków organizatora Grand Prix. Kraj i tak miał zyskać na promocji i przypływie fanów. Niestety organizator podobno nie ujawniał wszystkich zysków z poprzednich wyścigów i państwo chce je opodatkować.

Na dodatek frekwencja jest tutaj niestety fatalna. W pierwszym sezonie tor odwiedziło 95 tyś kibiców, rok później o 30 tyś mniej. Teraz gdy na torze nie będzie żadnego Hindusa wynik może być jeszcze gorszy.

Dla mnie jako fana ten sam tor w sobie również nie zachwycał. Zeszłoroczny wyścig był ciekawy, ale nie na tyle by go za kilka lat wspominać.

Formuła 1 ma problem z kalendarzem. W tym jeszcze nie do końca potwierdzonym na przyszły rok już mamy 22 wyścigi z czego 2 prawdopodobnie się nie odbędą (Korea i New Jersey).

Będziecie tęsknić za wyścigiem w Indiach? Czy lepiej, żeby F1 wróciła do Europy ;-)