Top Ad unit 728 × 90

 

O mały włos... a jednak wracają do ścigania

Wydarzenia ostatniego roku związane z Robertem Kubicą i Marią de Viollota sprawiły, że postanowiłem zastanowić się nad wypadkami i powrotami do sportu. W ostatnich latach wielu kierowców o mały włos nie pożegnało się z życiem, a potem wracali dzięki miłości i pasji do sportu, czasami nawet mocniejsi niż przedtem.

Robert Kubica ma nie jeden wypadek na swoim koncie. W F3 przed swoim debiutem, jako pasażer miał wypadek, w którym złamał rękę. Z 18 tytanowymi śrubami wystartował, prowadząc jedną ręką wygrał wyścig.

W sezonie 2007 miał pamiętny wypadek na torze Montreal w Kanadzie. Uderzył w betonową bandę przy prędkości zbliżonej do 300km/h. Przeciążenia, jakie przeżył w tym wypadku były niesamowite. Co jeszcze bardziej zadziwiło ludzi, wyszedł z tego zdarzenia z lekkim wstrząsem mózgu i zwichniętą kostką. Chciał się ścigać już w następnym wyścigu, ale go nie dopuszczono. Wrócił we Francji i dojechał na metę czwarty...

W lutym zeszłego roku odniósł wypadek w rajdzie, po którym o mało, co nie stracił prawej ręki. Przez ten czas, ciężko było cokolwiek dowiedzieć się o jego stanie. Sam nie chciał zdradzać jak przebiega rehabilitacja. Wszyscy wiedzieliśmy, że pracuje nad powrotem. Każdy marzył o tym by wrócił do ścigania. Chyba jednak nikt nie spodziewał się, że wróci i od razu wygra w rajdzie. Tak, wiem nie był to rajd mistrzostw świata, ale nawet symbolicznie ten powrót pokazał, że pasja Roberta do ścigania nie umarła, tylko czekała na odpowiedni moment.

Niki Lauda również przeżył swoje. W 1976 po Grand Prix Niemiec rozgrywanym na starty torze Nurburgring. Na 2. okrążeniu wypadł z trasy, uderzył w bandę i wpadł pod bolid Bretta Lungera. Ferrari Austriaka stanęło w płomieniach, a kierowca został uwięziony we wraku. Kierowcy Arturo Merzario i Guy Edwards przybyli chwilę po wypadku.

Razem z Brettem Lungerem próbowali wyciągnąć Laudę z pułapki. Ostatecznie udało im się, ale kierowca zdążył dotkliwie się poparzyć i nawdychać gorących toksycznych gazów, które uszkodziły mu płuca. Lauda, mimo iż był przytomny i mógł stać o własnych siłach zaraz po wypadku, zapadł później w śpiączkę, a ksiądz odprawił nad nim sakrament namaszczenia chorych. Sezon zakończył na 2 pozycji, rok później był mistrzem F1.

W śpiączce również był Mika Hakkinen. Podczas testów przed Grand Prix Australii w 1995 roku uległ poważnemu wypadkowi i omal nie stracił życia. Został przewieziony do szpitala, dopiero na drugi dzień odzyskał przytomność i okazało się, że nie doszło do żadnych komplikacji. Jak wiemy Fin zdołał wygrać w kolejnych latach dwa tytuły mistrzowskie Formuły 1.

Ralf Schumacher uderzył tyłem w Indianapolis i miał problemy z plecami. Jego brat w 1999 na Silverstone połamał nogi, a wrócił dużo mocniejszy w Malezji, nie mówiąc już o tytułach mistrzowskich, które zdobył w kolejnych sezonach. Felipa Massa został uderzony w głowę przez sprężynę podczas GP Węgier. Mark Webber miał pamiętny lot w powietrzu w Walencji. Fernando Alonso teraz w Belgii prawie został uderzony bolidem w głowę. To tylko wybrane wypadki ostatnich lat.

Alex Zanardi 15 września 2001 roku podczas wyścigu Champ Car na torze Lausitz w Niemczech miał poważny wypadek z kanadyjskim kierowcą Alexem Taglianim, i został przewieziony do szpitala w Berlinie, gdzie walczył o życie. Przeżył wypadek, ale utracił obie nogi. Dziś pracuje jako dziennikarz w "La Gazzetta dello Sport" - najbardziej znanym sportowym dzienniku we Włoszech. Założył własną fundację, która pomaga dzieciom niepełnosprawnym. Następnie podczas Letnich Igrzysk Paraolimpijskich 2012 w Londynie zdobył 2 złote medale w kolarstwie w kategorii H4 - wyścigu na rowerach z napędem ręcznym oraz srebrny w sztafecie mieszanej H1-4.

Maria de Villota straciła oko, węch, smak, odczuwa bóle głowy, ale o dziwo dalej myśli o karierze w motor-sporcie. W europie ciężko było by jej uzyskać licencję do ścigania, w stanach jest jednak kilku zawodników z jednym okiem, którzy takie licencje posiadają. Mówiła również o możliwej karierze w związkach odpowiedzialnych za bezpieczeństwie na torach. Pewnie nie chciałaby, żeby komuś innemu podobny wypadek się przydarzył.

W sumie nie jest ważne, czy Hiszpanka powróci do ścigania, czy zajmie się innymi aspektami sportu. Ważne, że nadal będzie mogła robić coś, co kocha. To jest walka nie tylko na torze, walka z swoim ciałem, z przeciwnościami losu. Czasami tych sportowców dzieli naprawdę niewiele od wielkiej tragedii.

Nie chciałem pokazać, że po takich wypadkach trzeba odnieść jakiś sukces. Tylko pokazać, jaką wielką pasję pokazują ci ludzie, te swego rodzaju "maszyny do wygrywania". Wielu nie rozumie tego. Fanatycy wiedzą, o czym mówię. "Interesujesz się Formułą 1?" Przecież oni tylko jeżdżą w kółko... Chciałem zwrócić uwagę na to, że co dla wielu jest zwykłym hobby, zainteresowaniem, dla nich to po prostu życie.

Nie można winić kierowców za to, że chcą robić to, co robią. Dlatego najbardziej wkurzały mnie głupie głosy po wypadku, mówiących o tym jak idiotyczny był jego start w tamtym rajdzie. Może i nie był to najszczęśliwszy wybór, może z perspektywy czasu wiemy, że gdyby sam Robert mógł cofnąć czas to nie wystartowałby tego dnia. Wiemy też, że on kocha rajdy i pozwalają mu czuć, że żyje i dlatego wtedy podjął taką a nie inną decyzję.
Wszelkie prawa zastrzeżone F1 Fan Klub © 2010 - 2019
This website is unofficial and is not associated in any way with the Formula One group of companies. F1, and related marks are trade marks of Formula One Licensing B.V.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.